sobota, 21 września 2013

1.

Zaczynam. Znowu.
Doprowadziłam się do stanu, w którym nie mogę na siebie patrzeć, nie chcę żeby ktokolwiek na mnie patrzył i co najgorsze, nie robię nic w kierunku, żeby to się zmieniło.
Krótko mówiąc, jestem beznadziejna. Jeszcze na początku roku czułam się jak motyl. Byłam lekka, nie miałam uczucia, że jestem klocem żelbetonowym tak jak teraz. wtedy ważyłam około 41-42 kg. Nie jestem wysoka (mam około 156 cm wzrostu) więc ta waga była idealna.
Teraz ważę około 49,5 kg więc przytyłam ~8 kg. Należało się, bo naprawdę jadłam wszystko. Nie trzymałam się żadnych diet, zawsze znajdowałam głupie wymówki, a to żeby nie ćwiczyć, a to żeby zjeść coś tłustego/słodkiego..
Chcę znowu być motylkiem. Chcę patrzeć na swoje ciało i widzieć zarysy kości biodrowych i żeber. Nie chcę dawać za wygraną, nie chcę, żeby moja klęska i zaniedbanie były pożywką dla fałszywych ludzi, którzy mówią mi, że teraz, gruba, ładnie wyglądam.
Będę motylkiem.
Jutro niedziela, co oznacza cały dzień z rodziną i kontrolę moich posiłków. Będę musiała sobie jakoś radzić. Jak długo to jest możliwe, chcę utrzymywać to w tajemnicy.
Tylko tu będę się spowiadać, czerpać motywację i spotykać Was, motylki, które już raz (prawie)
pomogły mi pofrunąć.